O filozofii gry w koszykówkę – rozmowa z M. Paszynem

Piłka
Sport24.pl / Natalia Wątroba
O filozofii gry i nie tylko, rozmawiałam z wychowankiem Anwilu Włocławek, a obecnie zawodnikiem II-ligowej Alby Chorzów – Maciejem Paszynem.
Asia Siewiorek:Zacznijmy zatem banalnie. Czym jest dla Ciebie koszykówka?
Maciej Paszyn: Życiową drogą. Jest to coś więcej niż pasja lub praca. To sposób na życie, który wymaga poświęcenia się temu w całości. To nie tylko treningi czy wyjazdy na mecze, lecz także obrany kierunek studiów, podporządkowany plan dnia, sposób na spędzanie wolnego czasu, np. przed ekranem oglądając NBA, a także plany i marzenia z Nią związane.
AS:Obecnie w Polsce koszykówka jest sportem niszowym, choć w latach 90-tych przeżywała swój okres świetności. Dlaczego w naszym kraju, tak jak w USA czy na Litwie basket nie może być „MTV sportów” (~Sara Levinson)?
MP: Okres lat 90-tych to czas „Jordanomani”, którą zaraził się cały świat, w tym i Polska. Sam dorastałem w tym czasie i pamiętam jak zarywałem szkołę, bo w nocy człowiek siedział i oglądał finały Chicago-Utah. Niesamowity fenomen sportowy tej postaci w połączeniu z gigantyczną kampanią marketingową oraz ówczesnym nastawieniem młodych Polaków, którzy wszystko co amerykańskie traktowali jako dobro oczywiste spowodowały iż, na koszykówkę nastał totalny „boom”. Dodatkowo ME w 1997 r. pokazały że Polacy też potrafią grać w kosza, co stało się kołem zamachowym dla polskiej ligi.
Jednak nic nie trwa wiecznie, a łaska kibica zmienną jest. W pewnym momencie w Polsce zabrakło m.in. sukcesów na arenie międzynarodowej. Po odejściu Jordana w 1998 r. i lock oucie, NBA popadła w marazm i niełaskę, zaś polska liga zaczęła stopniowo tracić na poziomie sportowym.
Na szczęście czas ten powoli mija. NBA wychowała nowe gwiazdy i zbiera teraz plony inwestowania w LeBronna, Wade'a czy Howarda, zaś polska koszykówka dostała „gwiazdkę z nieba” pod postacią Gortata. Czas „prosperity” dla basketu powoli wróci do naszego kraju, o ile nie zaprzepaścimy szansy oraz rodzimych talentów, które niewątpliwie posiadamy. Bo należy pamiętać, że dla szarego kibica nie ma nic równie cennego jak idol, z którym mógłby się identyfikować.
AS: Przejdźmy do samej filozofii gry. Gdybyśmy chcieli zdefiniować słowo koszykówka, zaczęlibyśmy od dwóch wyrazów: dyscyplina zespołowa. „Jeden zawodnik nie tworzy drużyny” (~Kareem Abdul-Jabbar), bo „ten kto nie potrafi podawać, nie potrafi grać” (~Dean Smith). Dlaczego gra niektórych koszykarzy momentami przypomina wyścig o najlepsze statystyki indywidualne? Dlaczego zespołowość jest tak ważnym elementem tego sportu?
MP: To dość złożony problem. Na pewno największe sukcesy odnoszą drużyny, których zawodnicy przedkładają dobro zespołu nad własne osiągnięcia. Nawet największe gwiazdy NBA (z Jordanem czy Bryantem na czele, nie wspominając o ultra-zespołowych Pistons 2004 czy Celtics 2008) nie mogły zdobyć mistrzostwa ligi bez odpowiedniego wsparcia lecz i wpasowania się w zespół. Aby osiągnąć taką "chemię" w drużynie niezbędna jest odpowiednia motywacja ze strony trenera, jak i zawodników.
Jednak z drugiej strony dla zawodowych koszykarzy, sport jest niekiedy jedynym źródłem utrzymania całej rodziny. W sytuacji, gdy zawodnik nie ma wyrobionego nazwiska, drużyna nie gra o najwyższe cele lub gdy w szatni panuje zła atmosfera, spora część graczy zaczyna myśleć perspektywicznie o kolejnych latach. Powszechnie zaś wiadomo, jak ważnym czynnikiem przy podpisywaniu nowych kontraktów są statystyki indywidualne danego zawodnika.
AS: „W najlepszych zespołach najważniejsza jest chemia – zawodnicy komunikują się między sobą i przedkładają własne ambicje nad wspólne dobro drużyny” (~Dave DeBusschere). Co się dzieje, gdy tej chemii zabraknie?
MP: Odpowiednia chemia umożliwia stworzenie z grupy indywidualności sprawnie działającej maszyny. Gdy owego czynnika brakuje dochodzi do konfliktów. W najlepszym wypadku kończy się to „wegetacją” drużyny do końca sezonu, czyli grą o niezbędne minimum. W najgorszym zaś przypadku wiąże się to ze zwolnieniami w klubie i procesami sądowymi.
W swoim życiu doświadczyłem sytuacji zarówno dobrej jak i złej chemii w zespole. Grając w Juniorach Anwilu, byłem częścią wyjątkowej grupy ludzi nastawionych na ciężką pracę i sukces, która potrafiła znieść presję i reżim surowego, acz bardzo dobrego trenera - B. Miteva. W efekcie w dwa lata zdobyliśmy srebro i złoto MP, a większość z nas dalej kontynuuję swoje kariery sportowe. Natomiast parę lat później, gdy trafiłem do I-ligowego AZS-u Kalisz, już na początku sezonu zaczęły się problemy organizacyjne. Zawodnikom zalegano z wypłatami nawet po kilka miesięcy i dochodziło do zwolnień lub renegocjacji kontraktów. Efektem tego było "rozprężenie" w szatni, brak motywacji do dalszych treningów co skutkowało spadkiem z ligi, procesami sądowymi oraz rozwiązaniem zespołu, który przed sezonem typowany był nawet do pierwszej czwórki.
AS:Czasami zawodników paraliżuje strach przed porażką. Według słów Charlesa Barkeleya „ten kto boi się porażki nie zasługuje na sukces”. Michael Jordan natomiast powiedział kiedyś „Strach jest przeszkodą dla niektórych osób, ale dla mnie to iluzja, każda porażka sprawia, że następnym razem przykładam się jeszcze bardziej”. Młodzi gracze są szczególnie narażeni na stres związany z jakimś niepowodzeniem. Czy to nie jest tak, że każdy na początku boi się porażek, a dopiero po nabyciu pewnego doświadczenia zaczyna się z nimi początkowo oswajać, aż w końcu stają się dla niego siłą motywującą?
MP: W tym wypadku główną rolę odgrywa osobowość danego zawodnika, jego odporność psychiczna. Niektórych stres, presja czy możliwość niepowodzenia mobilizują do osiągania maksymalnych efektów w tym co robią, innych zaś paraliżują. Odporność psychiczna i umiejętność radzenia sobie ze stresem są bardzo ważnymi czynnikami w selekcji młodych zawodników podczas ich dojrzewania. Osoba słaba psychicznie nie osiągnie sukcesu nie tylko w sporcie, ale także w większości zawodów w dzisiejszym życiu. Doświadczenie sportowe, owszem pomaga w radzeniu sobie w pewnych sytuacjach, lecz przede wszystkim liczy się psychika danej jednostki.
AS: „Nie osiągniesz wiele, jeśli pracujesz tylko wtedy gdy czujesz się dobrze” (~Jerry West). Co jest jednak ważniejsze w koszykówce – talent, czy ciężka praca?
MP: Na to pytanie odpowiadało już wielu znakomitych trenerów i zawodników. Wiadomym jest, że trzeba mieć pewne predyspozycje fizyczne, ruchowe czy psychiczne, które popularnie nazywamy "talentem", jednakże wszystko bierze się z ciężkiej pracy. Osiągnięcie sukcesu nie tylko w koszykówce, lecz w każdym wyczynowym sporcie, czy w każdej innej dziedzinie życia, to przede wszystkim ciężka praca. Nawet Michael Jordan spędzał tysiące godzin na sali ćwicząc zwody czy rzuty. Wiadomym jest, że jednym pewne rzeczy przychodzą łatwiej innym trudniej, jednakże bez całkowitego poświęcenia się treningowi nie osiągnie się prawdziwego sukcesu.
AS: Podobno „koszykówka nie buduje charakteru, tylko go sprawdza”. Ale jakie cechy charakteru powinien mieć „koszykarz doskonały”?
MP: W życiu wolę unikać określenia "doskonały", bowiem zawsze istnieje coś co można poprawić, element, nad którym można więcej pracować. Natomiast jeśli chodzi o pożądane u koszykarza cechy charakteru to przede wszystkim: wiara w siebie, nieustępliwość, wytrwałość i opanowanie w trudnych chwilach. Generalnie koszykarz jak i każdy sportowiec powinien cechować się dużą odpornością psychiczną na stres i posiadać ogromne pokłady samozaparcia w dążeniu do osiągnięcia sukcesu.
AS: Wróćmy jeszcze do samej gry. W koszykówce niezwykle ważna jest gra w defensywie, mówi się, że „atakiem sprzedaje się bilety, ale obroną wygrywa mecze”. Dlaczego w tym sporcie tak ważna jest zasada trzech R: „read,react, rotate” (~ P. Carr)?
MP: Tak naprawdę odpowiedź znajduję się w pytaniu. Tzw. zasada " trzech R " jest kluczem do skutecznej obrony. Bez obrony zaś, można wygrać pojedyncze mecze lecz nie zdobędzie się mistrzostwa. Zasada ta zwraca nam uwagę na trzy podstawowe elementy skutecznej defensywy : "czytanie gry" przeciwnika (czyli szybka analiza tego, co drużyna w ataku próbuje rozegrać), odpowiednią reakcję obrońców (ustawienie obrońcy w grze 1-1, prawidłowe przesunięcie pozostałych graczy) oraz rotację w obronie w wypadku przegranej gry jeden na na jeden. Będąc juniorem Anwilu usłyszałem od jednego z trenerów bardzo trafne określenie : "Większość drużyn potrafi wykonać jedną (podczas jednej akcji) rotację w obronie. Dobre drużyny mogą wykonać ich dwie. Jednak tylko najlepsze zespoły potrafią rotować po kilka razy, ograniczając możliwość utraty punktów do minimum ". Myślę że ten cytat najlepiej opisuję zawartą w pytaniu zasadę.
AS: Czego mogę życzyć Ci na koniec ?
MP: Zdrowia bo z tym ostatnio różnie bywało. Pozdrawiam wszystkich pracowników oraz kibiców Anwilu Włocławek.
Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 1830










Blipnij








