Koszykówka Sport24.pl » Koszykówka » Aktualności
Grzegorz Kij: Na razie nie wiemy, co będzie dalej
2010/05/11 23:47

UMKS Kielce
umkskielce.pl
- Na razie ciężko jest pozbierać myśli. Mamy jednak nadzieję, że znajdą się osoby, które będą chciały utrzymać klub przy życiu. Myślę, że są duże szanse, aby utrzymać w Kielcach drugą ligę - mówi w rozmowie ze stroną umkskielce.pl, Grzegorz Kij.
UMKS Kielce po porażce w półfinale play-off z Unią Tarnów stanął przed poważnym problemem. Z funkcji prezesa zrezygnował Zbigniew Gil, a przyszłość klubu stoi pod znakiem zapytania.
Na oficjalnej stronie kieleckiego klubu, trener UMKS-u Grzegorz Kij odpowiedział na pytania dotyczące dalszych losów klubu oraz podsumował mijający sezon.
Mateusz Kołodziej, umkskielce.pl: Trzecie miejsce na koniec sezonu zasadniczego i trzy spotkania w półfinale Play-off to powód do zadowolenia?
Grzegorz Kij: Nie możemy być zadowoleni. Zajęliśmy trzecie miejsce. Co prawda od kilku dobrych lat jesteśmy w ścisłej czołówce, gramy o najwyższe cele, jednak brakuje tej kropki nad "i". Każdy z nas, te wszystkie miejsca, czyli drugie, trzecie, czwarte, które zdobywaliśmy w ostatnich sezonach zamieniłby na jeden awans.
Czego zatem zabrakło, aby wyeliminować tarnowską Unię?
- Można by dużo analizować. Wydaje mi się, że zespół z Tarnowa był w naszym zasięgu. Ten ostatni pojedynek nie wyszedł większości naszym zawodnikom. Brakło punktów z obwodu i spod kosza, bo taktycznie byliśmy bardzo dobrze przygotowani. To było widać w meczu w Kielcach i nawet w tym pierwszym w Tarnowie (UMKS przegrał 92:99 przyp.red), jednak wtedy Unii wszystko wychodziło w ataku. Natomiast w ostatnim meczu brakowało kogoś, kto potrafiłby wziąć ciężar gry na swoje barki. Tego lidera brakowało szczególnie wtedy, bo gubiliśmy się w ataku.
Skąd biorą się te wahania formy?
- Wydaje mi się, że cały sezon był w miarę stabilny. Dopadł nas kryzys świąteczno-noworoczny i to właśnie wtedy, we własnej przegraliśmy to drugie miejsce (UMKS przegrał w hali przy ulicy Żytniej trzy mecze z rzędu). Potem prezentowaliśmy się przeważnie dobrze, co pozwoliło dogonić nam czołówkę i zająć trzecie miejsce przed play-off.
Czy jest Pan zadowolony z kadry, jaką dysponował w trakcie sezonu?
- W naszym zespole brakuje zawodników kompletnych, czyli takich, którzy świetnie sprawdzają się zarówno w obronie, jak i w ataku. Naszą bolączką jest też mnóstwo przegrywanych akcji jeden na jeden, szczególnie w obronie było zbyt dużo luk.
Takim kompletnym zawodnikiem w tym sezonie miał być Aleksander Rak. Chyba nie do końca spełnił swoje zadanie?
- Od Olka oczekiwaliśmy przede wszystkim, że pomoże nam w walce na desce i z tego wywiązywał się bardzo dobrze. Z resztą jak cały zespół, bo w tym sezonie w końcu nie mieliśmy problemów ze zbiórkami. Brakowało jednak jego akcji jeden na jeden, po których łatwiej byłoby nam o punkty.
- Rezygnacja zarządu klubu to już oficjalna wiadomość. Jaką przyszłość kieleckiej koszykówki rysuje się w oczach trenera Grzegorza Kija?
- Na razie ciężko mi pozbierać myśli. Mamy nadzieję, że znajdą się osoby, które będą chciały utrzymać klub przy życiu. Myślę, że są duże szanse, aby utrzymać w Kielcach drugą ligę i mimo mizernego zainteresowania w środowisku sportowym, dalej reprezentować miasto. Na dzień dzisiejszy wszystkim zawodnikom skończyły się kontrakty, ale tak jest co roku. Każdy gra tu z własnej, nieprzymuszonej woli. Dlatego, że chce pracować i poświęcać się kieleckiej koszykówce. Na razie nie wiemy, co będzie dalej. Ja byłem i jestem chyba zawodnikiem najbardziej związanym z tym klubem i miastem, dlatego chyba najbardziej mi na tym zależy.
Na oficjalnej stronie kieleckiego klubu, trener UMKS-u Grzegorz Kij odpowiedział na pytania dotyczące dalszych losów klubu oraz podsumował mijający sezon.
Mateusz Kołodziej, umkskielce.pl: Trzecie miejsce na koniec sezonu zasadniczego i trzy spotkania w półfinale Play-off to powód do zadowolenia?
Grzegorz Kij: Nie możemy być zadowoleni. Zajęliśmy trzecie miejsce. Co prawda od kilku dobrych lat jesteśmy w ścisłej czołówce, gramy o najwyższe cele, jednak brakuje tej kropki nad "i". Każdy z nas, te wszystkie miejsca, czyli drugie, trzecie, czwarte, które zdobywaliśmy w ostatnich sezonach zamieniłby na jeden awans.
Czego zatem zabrakło, aby wyeliminować tarnowską Unię?
- Można by dużo analizować. Wydaje mi się, że zespół z Tarnowa był w naszym zasięgu. Ten ostatni pojedynek nie wyszedł większości naszym zawodnikom. Brakło punktów z obwodu i spod kosza, bo taktycznie byliśmy bardzo dobrze przygotowani. To było widać w meczu w Kielcach i nawet w tym pierwszym w Tarnowie (UMKS przegrał 92:99 przyp.red), jednak wtedy Unii wszystko wychodziło w ataku. Natomiast w ostatnim meczu brakowało kogoś, kto potrafiłby wziąć ciężar gry na swoje barki. Tego lidera brakowało szczególnie wtedy, bo gubiliśmy się w ataku.
Skąd biorą się te wahania formy?
- Wydaje mi się, że cały sezon był w miarę stabilny. Dopadł nas kryzys świąteczno-noworoczny i to właśnie wtedy, we własnej przegraliśmy to drugie miejsce (UMKS przegrał w hali przy ulicy Żytniej trzy mecze z rzędu). Potem prezentowaliśmy się przeważnie dobrze, co pozwoliło dogonić nam czołówkę i zająć trzecie miejsce przed play-off.
Czy jest Pan zadowolony z kadry, jaką dysponował w trakcie sezonu?
- W naszym zespole brakuje zawodników kompletnych, czyli takich, którzy świetnie sprawdzają się zarówno w obronie, jak i w ataku. Naszą bolączką jest też mnóstwo przegrywanych akcji jeden na jeden, szczególnie w obronie było zbyt dużo luk.
Takim kompletnym zawodnikiem w tym sezonie miał być Aleksander Rak. Chyba nie do końca spełnił swoje zadanie?
- Od Olka oczekiwaliśmy przede wszystkim, że pomoże nam w walce na desce i z tego wywiązywał się bardzo dobrze. Z resztą jak cały zespół, bo w tym sezonie w końcu nie mieliśmy problemów ze zbiórkami. Brakowało jednak jego akcji jeden na jeden, po których łatwiej byłoby nam o punkty.
- Rezygnacja zarządu klubu to już oficjalna wiadomość. Jaką przyszłość kieleckiej koszykówki rysuje się w oczach trenera Grzegorza Kija?
- Na razie ciężko mi pozbierać myśli. Mamy nadzieję, że znajdą się osoby, które będą chciały utrzymać klub przy życiu. Myślę, że są duże szanse, aby utrzymać w Kielcach drugą ligę i mimo mizernego zainteresowania w środowisku sportowym, dalej reprezentować miasto. Na dzień dzisiejszy wszystkim zawodnikom skończyły się kontrakty, ale tak jest co roku. Każdy gra tu z własnej, nieprzymuszonej woli. Dlatego, że chce pracować i poświęcać się kieleckiej koszykówce. Na razie nie wiemy, co będzie dalej. Ja byłem i jestem chyba zawodnikiem najbardziej związanym z tym klubem i miastem, dlatego chyba najbardziej mi na tym zależy.
Źródło: umkskielce.pl
Wyświetleń: 1160
Aktualna ocena:
5
kliknij aby ocenić
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ










Blipnij








